Historia wyszukiwarek internetowych

historia wyszukiwarek search engineInternet nie zawsze wyglądał tak samo, od czasu powstania pierwszych stron internetowych zmieniło się w nim bardzo dużo. Na samym początku liczba działających serwisów była niewielka i można je było stosunkowo łatwo przeglądać. Jednak wraz ze zwiększaniem się ich ilości pojawił się problem z dotarciem do interesujących użytkownika treści. Problem ten jak się okazało, nie był wcale błahy, a jego rozwiązanie to odpowiednie strony lub aplikacje, przy pomocy których można było wyszukiwać pożądane informacje. Strony te nazywane zostały wyszukiwarkami, dzisiaj bez ich pomocy korzystanie z sieci byłoby praktycznie niemożliwe.

 

Czym są wyszukiwarki internetowe?

Idea działania wyszukiwarek internetowych jest bardzo prosta. Użytkownicy wpisują w nich co, co ich interesuje, a w odpowiedzi dostają listę stron jak najlepiej dopasowanych do wprowadzonego hasła. Za tą prostotą kryją się jednak niezwykle rozbudowane algorytmy i ogromne ilości danych do przetworzenia, z czego większość użytkowników internetu nie zdaje sobie nawet sprawy. Po pierwsze, żeby wyszukiwarka mogła wyświetlić jakąś stronę w wynikach, to musi ją dobrze znać. W tym celu przez cały czas internet jest przeczesywany przez roboty indeksujące, które poruszając się poprzez odnośniki, odwiedzają wszystkie znalezione serwisy i analizują ich zawartość. Druga sprawa to wybranie spośród milionów adresów tych, które będą najlepsze i najbardziej pasujące do zapytania. Za tę kwestię odpowiedzialne są specjalne algorytmy, które w oparciu o szereg kryteriów ustalają ranking stron, a tym samym ich pozycje w wynikach wyszukiwania. Algorytmy te zmieniały się na przestrzeni lat, a ich głównym zadaniem jest niezmiennie dostarczenie jak najbardziej wartościowej treści.

 

Historia wyszukiwarek.

Pierwsza wyszukiwarka internetowa powstała w roku 1991. Nazwano ją Arche, a na celu miała przeszukiwanie wewnętrznej uczelnianej sieci w poszukiwaniu plików FTP. Raptem rok później zadebiutowała World Wide Web Wanderer, bazująca na hipertekstowości stron oraz wykorzystująca robota internetowego. Rok 1994 to powstanie serwisu Yahoo!, wyszukiwarka ta przez lata cieszyła się ogromną popularnością, szczególnie w Stanach Zjednoczonych, stanowiąc konkurencję dla Google. Co ciekawe, samo Google powstało w roku 1996, a dopiero dwa lata później stało się ogólnie dostępne dla użytkowników. Jednak nowatorskie podejście i przede wszystkim wysoka skuteczność sprawiły, że obecnie jest to najbardziej popularny serwis tego typu na świecie. Dostępna w kilkudziesięciu językach wyszukiwarka, indeksująca biliony stron w większości krajów praktycznie posiada cały rynek. Oczywiście jakaś konkurencja istnieje, na przykład w Rosji funkcjonuje Yandex, w Chinach Baidu, swój udział próbuje też zdobyć Bing, ale na razie pozycja Google jest niezagrożona i nic nie wskazuje na to, żeby w najbliższym czasie miało się to zmienić.

 

Wyszukiwarki a pozycjonowanie.

Twórcy wyszukiwarek od samego początku musieli się starać, aby dostarczać jak najlepsze wyniki. Dlatego też na przestrzeni lat powstało wiele algorytmów, które miały za zadanie ocenę wartości danego serwisu i jego przydatności dla użytkowników. Pierwsze z nich bazowały na słowach kluczowych i meta tagach, na podstawie informacji tam zawartych określały zawartość danego serwisu. Jednak po pierwsze było to mało wiarygodne, a dodatkowo szybko zaczęło być nadużywane. Kolejnym krokiem w rozwoju algorytmów był Page Rank, opracowany przez twórców wyszukiwarki Google. Przypisywał on internetowym stronom wartość liczbową, uzależnioną od ilości i jakości linków prowadzących do niej. Page Rank przez wiele lat był podstawą przy ustalaniu wyników, jednak i on w pewnym momencie zaczął tracić na znaczeniu. Spowodowane to było kolejnym nadużyciem ze strony pozycjonerów, którzy stosowali wiele metod hurtowego zdobywania spamowych linków. Obecnie Google wykorzystuje Page Rank jedynie wewnętrznie, natomiast zdecydowanie bardziej stawia na zawartość stron. Linki są oczywiście ważne, ale też liczy się ich jakość, a nie ilość.

Komentarze