Na ekranie mam otwarte ustawienia nowej kampanii w sieci wyszukiwania dla firmy remontowej. Słowa kluczowe gotowe, piętnaście nagłówków napisanych ręcznie, budżet zatwierdzony. Zostaje panel AI Max i pole „Text customization”. Właściciel firmy, z którym rozmawiam przez telefon, pyta wprost: „A co Google napisze w moim imieniu?”. Jeszcze niedawno musiałem odpowiadać uczciwie, że nie wiem i że zobaczymy dopiero po starcie, w raporcie zasobów. Teraz mogę wkleić adres strony docelowej, odczekać pół minuty i pokazać mu przykłady, zanim cokolwiek włączę.
Google dodał w Google Ads podgląd zasobów generowanych przez text customization, czyli tej części AI Max, która dopisuje do elastycznych reklam w wyszukiwarce własne nagłówki i teksty reklamy. O samym przenoszeniu kampanii na AI Max pisałem we wrześniu, przy okazji automatycznej aktualizacji kampanii Search do AI Max. Tym razem chodzi o coś węższego i bardzo praktycznego: możesz zobaczyć, jakim językiem Google mówiłby o Twojej firmie, bez zgody na to, żeby faktycznie tak mówił.
Co Google pokazuje w podglądzie
Według pomocy Google Ads podgląd jest w sekcji „Asset optimization”, czyli w tym samym miejscu, w którym zaznaczasz text customization. Znajdziesz go przy tworzeniu nowej kampanii Search z AI Max i przy edycji istniejącej. Gdy kampania ma już podany końcowy adres URL, system sam analizuje stronę docelową i generuje próbkę do 10 przykładowych nagłówków i tekstów reklamy. Według Google trwa to zwykle poniżej 30 sekund. Jeśli adresu nie ma, zobaczysz puste pole: wpisujesz URL i klikasz „Preview examples”.
Najważniejsze zdanie z tej części pomocy brzmi tak: nie musisz włączać text customization, żeby zobaczyć przykłady. Do tej pory było odwrotnie. Najpierw zgoda, potem kilka dni wyświetleń, a dopiero później raport, z którego dało się wyczytać, co system wymyślił. Teraz kolejność jest normalna: najpierw patrzysz, potem decydujesz.
Google pisze, że podgląd działa we wszystkich językach obsługiwanych przez text customization i w prawie wszystkich standardowych branżach. Wyjątkiem są treści dla dorosłych. Jako przykłady języków pomoc wymienia angielski, hiszpański, portugalski, włoski, francuski, niemiecki, japoński i niderlandzki. Polskiego na tej liście wprost nie ma, choć ta sama strona podaje, że sama funkcja obsługuje wszystkie języki Google Ads. Jeśli więc na Twoim koncie podglądu jeszcze nie widać, nie zakładałbym od razu błędu w ustawieniach.

Przykłady to nie gotowa reklama
Tu warto zwolnić. Search Engine Land podkreśla, że to przykłady, a niekoniecznie dokładnie te nagłówki i teksty, które Google potem wyświetli. Sama pomoc mówi o „reprezentatywnej próbce”. Traktuję to jak rozmowę kwalifikacyjną z copywriterem: widzę, jak pisze i czy rozumie ofertę, ale nie dostaję jeszcze listy reklam, które pójdą w eter.
Z dokumentacji wynika też, dlaczego później może wyjść coś innego. Text customization bierze materiał z Twojej domeny, strony docelowej, istniejących reklam i słów kluczowych w grupie reklam. Zasoby są przeglądane i w razie potrzeby odświeżane co najmniej co 48 godzin, a gdy zmienisz stronę docelową, nowe wersje mają się pojawić w ciągu dwóch dób. Podgląd jest więc zdjęciem z jednego momentu. Jeśli w przyszłym tygodniu dopiszesz na stronie promocję albo zmienisz cennik, teksty w reklamach pójdą za tą zmianą.
Dla mnie największa wartość podglądu leży gdzie indziej. Pokazuje, jak Google czyta Twoją stronę. Jeśli w dziesięciu przykładach trzy razy pojawia się usługa, którą firma przestała świadczyć dwa lata temu, to problem nie leży w reklamie. Na stronie wciąż wisi stary opis, a system zrobił dokładnie to, o co go poproszono, czyli oparł się na treści strony. W takiej sytuacji najpierw poprawiam stronę, a dopiero potem wracam do przełącznika.
Wytyczne tekstowe i zbyt ciasne reguły
Druga rzecz, którą sprawdzam w podglądzie, to wytyczne tekstowe (text guidelines). Pozwalają wykluczyć konkretne słowa i wskazać tematy, których reklama ma unikać. Google opisuje je w pomocy jako funkcję w fazie pilotażu, więc nie każde konto je ma. Jeśli Twoje ma, podgląd automatycznie filtruje przykłady pod te reguły. To dobry test, czy wytyczne robią to, co miały robić, zanim cokolwiek trafi do wyszukiwarki.
Jest tu jedna pułapka. Gdy wytyczne są zbyt restrykcyjne i blokują wszystkie możliwe zasoby, Google zamiast przykładów pokaże prośbę o poluzowanie albo usunięcie reguł. Brzmi niewinnie, ale niesie konkretną informację. Jeśli w podglądzie nie przechodzi żaden tekst, to po włączeniu funkcji system też nie będzie miał z czego wybierać. Wtedy albo upraszczam listę wykluczeń, albo uczciwie mówię klientowi, że przy tak ostrych zasadach text customization nie ma tu sensu.
Typowe wykluczenia, które dopisuję, są dość przyziemne: słowa „najtańszy” i „gwarancja”, jeśli firma nie daje gwarancji na piśmie, nazwy konkurentów, obietnice terminów, których nikt nie dotrzyma, oraz słowa, które w danej branży mogą zahaczyć o zasady reklamowe Google. Podgląd pozwala sprawdzić, czy po takich wykluczeniach zostaje jeszcze coś sensownego.

Kiedy zostawiam text customization wyłączone
Podgląd nie zmienia mojego podejścia do tego, kiedy w ogóle włączać tę funkcję. Ułatwia tylko decyzję. Są sytuacje, w których zostawiam pole odznaczone, nawet jeśli przykłady wyglądają przyzwoicie:
- branże regulowane, w których każde zdanie reklamy musi przejść przez prawnika albo dział zgodności,
- oferty, w których szczegół decyduje o wszystkim, na przykład zakres usługi zależny od lokalizacji albo cena zależna od wariantu,
- strony docelowe w przebudowie, bo system oprze się na treści, która za tydzień będzie nieaktualna,
- konta z tak małym ruchem, że trudno będzie odróżnić wpływ nowych tekstów od zwykłych wahań.
Trzeba też pamiętać o zależności, którą łatwo przeoczyć. Według pomocy Google rozszerzanie końcowego URL (Final URL expansion) wymaga włączonego text customization. Jeśli więc wyłączysz text customization, a rozszerzanie URL było włączone, ono również się wyłączy. Wygenerowane wcześniej zasoby przestaną się wtedy wyświetlać.
Po włączeniu nadal sprawdzam raport zasobów
Jeśli przykłady przechodzą test i decydujemy się włączyć funkcję, praca się nie kończy. Google sam zaznacza, że wygenerowane teksty trafiają do reklam tylko wtedy, gdy system przewiduje, że zadziałają lepiej niż Twoje, i że ich trafność warto monitorować w raporcie zasobów na poziomie reklamy. Wchodzę w szczegóły zasobów elastycznej reklamy w wyszukiwarce i patrzę na kolumnę „Dodane przez”, w której widać, które teksty napisał człowiek, a które system. Pojedynczy zasób, który mi się nie podoba, mogę usunąć. Google ostrzega, że to usunięcie jest trwałe.
W pierwszych dwóch tygodniach robię taki przegląd co kilka dni, potem rzadziej. Zawsze po zmianie treści na stronie docelowej, bo wtedy teksty w reklamach też się zmieniają. Własnych nagłówków nie wyrzucam. Google w dobrych praktykach też radzi je zostawić, bo reklama składa się z mieszanki zasobów Twoich i wygenerowanych.
Jeśli chcesz, żeby ktoś przeszedł z Tobą taki podgląd na żywym koncie i pomógł zdecydować, czy text customization ma sens w Twojej branży, zobacz, jak prowadzę kampanie w sieci wyszukiwania. Zwykle wystarczy jedno spotkanie, żeby ocenić dziesięć przykładów i spisać listę słów, których reklama nie powinna używać.
Źródła: Search Engine Land: podgląd tekstów AI Max przed włączeniem (08.10.2026), Search Engine Roundtable: Google Ads Enables Text Customization Asset Previews (09.10.2026), Pomoc Google Ads: About text customization in Search campaigns, Pomoc Google Ads: Turn text customization on or off in Search campaigns.






